MIEĆ PASJĘ…

Kładę się do łóżka i już o tym myślę. Wstaję rano i cieszę się, że znajdę na to czas. Tak. Znajdę. Bo jeśli jest to moją prawdziwą pasją to znajdę. Znajdę choć jeden powód, aby to zrobić, a nie tysiące powodów, dlaczego nie warto…

Poranek. Czas na szykowanie. Wkładam ciepłe skarpety, bieliznę, naciągam obcisłe getry.  Patrzę na termometr. Wybieram odpowiednią bluzkę, czapkę, zakładam sportowe buty… Mózg i ciało już wiedzą co się będzie działo. Zakładam kurtkę. Otwieram drzwi… Czuję jak świeże powietrze omiata moją twarz. Jest dobrze. Jakkolwiek by nie było. Bo to ten czas. Czas tylko dla mnie. Robię coś całkowicie dla siebie… Bo zasługuję na to. Bo każdy z nas zasługuje na taką chwilę.

Biganko

Jest 8 rano. Zaczynam od szybkiego, rozgrzewającego marszu. Dookoła cisza. Skupiam się na swoim oddechu. Kątem oka widzę mijające mnie od czasu do czasu samochody. Nie wnikam czy siedzi w nich Zdzisiek, czy Euzebia 😉 To mój czas. Myśli są gdzieś schowane. Taka forma medytacji. Po 5 minutach zmieniam tempo i zaczynam truchcik. Czuję to. To jest to! MOJE! Biegnę spokojnym tempem. Biegnę i myślę o kolejnym zakręcie, który przeniesie mnie na następny etap biegu. Pojawiają się polne widoki. Z „miasta” przenoszę się na „wieś”. Czasem myślę o planach na dzisiejszy dzień, czasem zastanawiam się jak będzie wyglądać ta najbardziej polna droga, czy będzie błotnista. Czasem biegnę i myślę, że właściwie o niczym nie myślę. Albo myślę jak fajnie jest biec. Albo, czy ten pies zza zielonego płotu będzie dziś szczekać, czy w końcu odpuści. Czasem myślę co mnie wkurzyło i co z tym zrobić. Czasem pojawia się myśl „Eureka!” i kolejny „niesamowity” pomysł. Kumpel od marketingu znowu się naczyta 😉

Biegnę, patrzę pod nogi. Widzę jak moje stopy odrywają się od podłoża. Jestem TU i TERAZ! Widzę, oddycham, czuję, jestem. Ponad połowa trasy za mną. Szykuje się ta polna droga pod górę… Przez kilka pierwszych tygodni była wyzwaniem. Patrzałam na nią i myślałam – cholera, znowu dasz mi popalić… Teraz już oddech jest wyrównany, a górka nie jest już taką górką, jaką była… Wiem, że jak ją pokonam to już będzie „z górki” 😉 Wbiegam na nią spokojnym tempem. Widzę jak zbliżam się do jej szczytu. Powoli pokazuje się osiedle. Mijam budowlańców zajętych tworzeniem kolejnego „gniazdka” dla nowych mieszkańców. Widzę kolejny powstający dach… O, kałuża! Zbliżam się do przedostatniego zakrętu. Niebawem koniec. Widzę furtkę. Zwalniam… Jestem na miejscu… Całą sobą powoli przestawiam się na inny rytm. Powoli wracam do innego wymiaru. Zatrzymuję się.

Czuję szczęście. To był mój czas. Czas na pasję…  Dał mi siłę na cały dzień, dał mi pomarzyć, dał mi pobyć z samą sobą. Każdy z nas zasługuje na te chwile! Tylko dla siebie!